Niektóre przedmioty trafiają do pracowni, bo są cenne. Inne dlatego, że są piękne.
A czasem trafia coś, czego wartość nie da się policzyć ani w drewnie, ani w godzinach pracy.
Tak było z tym jelonkiem.


Drewniana rzeźba pochodzi z lat 30. XX wieku. Z tyłu, pod warstwą czasu, zachował się ledwie widoczny napis wykonany kiedyś ołówkiem: 1936.
Rzeźba należała do ojca mojego klienta. W 1945 roku, gdy przybył do Wrocławia jako repatriant ze wschodu, w domu który otrzymał do zamieszkania po wojnie znalazł właśnie tę figurę. Stała tam już wcześniej – jak niemy świadek historii.
I tak została z rodziną na następne dziesięciolecia.
Delikatność drewna i ciężar czasu
Rzeźba od początku była niezwykle delikatna. Smukłe nogi, cienkie poroże, subtelna forma. Piękna, ale bardzo krucha konstrukcja.
A życie tej figurki nie było spokojne.
Przeprowadzki. Zmiany domów. Kolejne próby napraw.
Z czasem jelonek był klejony kilka razy – różnymi metodami, w różnych okresach. Każda kolejna naprawa ratowała go na chwilę.
Aż w końcu konstrukcja przestała wytrzymywać.
Rzeźba rozpadła się na wiele fragmentów.



Operacja zamiast naprawy
Do pracowni trafił zestaw elementów: korpus, oddzielone nogi, fragmenty głowy, resztki poroża, liczne stare klejenia i pęknięcia.
Największym wyzwaniem okazały się nogi o średnicy zaledwie kilku milimetrów. Drewno po niemal stu latach było kruche i osłabione wcześniejszymi ingerencjami.
W tym momencie renowacja przestaje być stolarką. Zaczyna przypominać chirurgię rekonstrukcyjną.


Stal, milimetry i cierpliwość
Aby przywrócić stabilność konstrukcji, zastosowałem stalowe sztyfty konstrukcyjne, precyzyjnie osadzane w korpusie i nogach.
Każdy otwór był wiercony z dokładnością niemal zegarmistrzowską. Każda noga musiała wrócić dokładnie w swoje miejsce.
Milimetr za wysoko – sylwetka zwierzęcia wygląda sztucznie. Milimetr za nisko – cała konstrukcja traci równowagę.
To praca, w której ręka musi być spokojniejsza niż przy rzeźbieniu.


Poroże, którego już nie było
Największym wyzwaniem okazało się poroże. Oryginalne elementy w zasadzie przestały istnieć. Zostały jedynie drobne fragmenty i ślady w drewnie.
Na podstawie proporcji głowy i zachowanych pozostałości odtworzyłem poroże od podstaw. Każda odnoga została ręcznie uformowana i dopasowana. I jak to bywa przy tak delikatnych elementach – w trakcie pracy wielokrotnie się łamały.
W takich sytuacjach ratunkiem były mikrosztyfty szpilkowe, które stabilizowały konstrukcję bez ingerencji w wygląd rzeźby.
To jeden z tych momentów, kiedy rzeźbiarz bardziej przypomina mikrochirurga niż snycerza.


Kolor, który przywraca życie
Po zakończeniu rekonstrukcji konstrukcyjnej przyszedł czas na powierzchnię.
Rzeźba została bejcowana przy użyciu rapidografu, następnie lakierowana, a na końcu woskowana. Pozwoliło to odtworzyć charakter starego drewna, delikatne przejścia kolorystyczne futra i głębię formy.


Ślad historii
Na odwrocie rzeźby pozwoliłem sobie zrobić coś jeszcze.
Zachowany, ledwo widoczny napis 1936, wykonany kiedyś ołówkiem, został ponownie zaznaczony. Obok pojawiła się druga data:
Nie po to, by zmieniać historię. Po to, by pokazać, że po niemal stu latach ktoś jeszcze pochylił się nad tą rzeźbą i postanowił dać jej kolejne życie.




Czy było warto?
Czas pracy nad tą renowacją zdecydowanie nie był adekwatny do rynkowej wartości samego przedmiotu.
Łącznie zajęła kilkadziesiąt godzin.
Ale w takich przypadkach nie chodzi o wartość materiału. Chodzi o historię, pamięć i emocje.
Dziś jelonek znów stoi pewnie na swoich nogach. I mam nadzieję, że stał się nie tylko pamiątką rodzinną, ale również małym przedmiotem kolekcjonerskim, którego wartość można dziś szacować na około 4–5 tysięcy złotych.
Jeśli masz podobny problem
Jeśli posiadasz rzeźbę lub drewniany przedmiot, który ma dla Ciebie wartość – nawet jeśli jest uszkodzony, popękany czy rozpadł się na części – zapraszam do kontaktu.
Takie rzeczy często da się uratować.
Trzeba jednak pamiętać o jednej ważnej rzeczy: renowacja bardzo delikatnych obiektów bywa czasochłonna i niestety zdarza się, że jej koszt przekracza rynkową wartość samego przedmiotu.
W takich przypadkach decyzja o naprawie jest już nie tylko decyzją finansową. To decyzja o uratowaniu historii przedmiotu.